piątek, 31 grudnia 2010
31.12.2010r. - OwnCaches
Ostatnie kesze w starym roku:
Po prostu by sebastian Waypoint: OP302E - po prostu najgorszy kesz! znaleziony pod jedną z chmurek (a było ich sporo ;P). Dbając o kondycję Sebastiana nie dodaliśmy żadnego fanta, kosze na śmieci i tak zostały mocno przetrzepane podczas poszukiwań fantow przez innych.
SWEN TSAC by ToJoJaMi Waypoint: OP2E40 - jak zwykle w takich przypadkach do rozwiązania przyczynił się Bogdan. Mój umysł widocznie nie myśli logicznie ;P Ale zabawy trochę z tym i tak było, teraz nic tylko doczekać się na ostatnią z zagadek.
Mobillare Cellulare II by Whatever Waypoint: OP21DB - grzecznie spoczywała w Butach sebastiana. Ani się nie zdążyłam obejrzeć i Bogdan wpisywał nas do logu. Ciekawy pomysł na kesza.
31.12.2010r. - Dworzec Beskidzki
Dworzec beskidzki by sebastian - znaleziona po zmroku, po krótkiej wspinaczce stokiem narciarskim i w towarzystwie fallstartowych wybuchów sztucznych ogni. Podczas spaceru towarzyszyli nam Fiśka z Jogim, pewnie mając ukrywany ubaw, gdyż podjęli ją już wcześniej i wiedzieli gdzie się znajduje :)
Waypoint: OP302C
Waypoint: OP302C
31.12.2010r. - Zabytkowa dzwonnica
Zabytkowa dzwonnica by Pit - drugi z keszy znalezionych na wycieczce w Soli, podczas podróży powrotnej w stronę stacji kolejowej. Rówież w miłym towarzystwie Fiśki i Jogiego :)
Waypoint: OP2E6B
Waypoint: OP2E6B
31.12.2010r. - Słone źródła
Słone źródła by Pit - pierwszy z keszy znalezionych podczas sylwestrowego pobytu w Zwardoniu. Wybraliśmy się na wycieczkę do Soli wraz z Fiśką i Jogim, częściowo w drodze towarzyszł nam mieszaniec boksera karmiony wafelkami Jogiego. Wyhaczony dość szybko.
Waypoint: OP2E6A
Waypoint: OP2E6A
niedziela, 21 listopada 2010
21.11.2010r. - EM-56 Kościół Mariacki w Katowicach
EM-56 Kościół Mariacki w Katowicach by etna&mars - po wizycie w kinie wybraliśmy się po raz drugi szukać tej skrzynki, trochę padało, ale i tak mieliśmy chwilę czasu. Tym razem poszło szybko i kesz wpadł w nasze ręcę.
Waypoint: OP2431
niedziela, 14 listopada 2010
11-14.11.2010r. Independence Day 2010
Jakoś udało się zorganizować i wybraliśmy się na Independence Day 2010. Kopalnioki na Hawajach :) Już sam dojazd do Miasteczka Śląskiego był pasjonujący, bo łącznie podróżowaliśmy 4 liniami autobusów, dwóch różnych przewoźników. Ale dotarliśmy, i jak zaczęło się ulewnie, tak w Miasteczku zaświeciło słońce.
Na miejscu wielu już czekało i zbierało się do wyjazdu, czekało nas zwiedzanie zabytkowej kopalni srebra w Tarnowskich Górach. Dzięki uprzejmości WuZeta udało nam się tam dotransportować, po drodze zahaczając o kesza Art_057 STA-LOVE, którego wcześniej zdobyliśmy sami, czekając na jeden z autobusów. Pod kopalnią czekał nas kesz ZYR 17 - Kopalnia w Tarnowskich Górach i dużo nowych twarzy do poznania :) Do zwiedzania podzielono nas na 2 grupy (ograniczona była pojemność łódek), a pan przewodnik nie umiał pojąc co nas łączy, że organizujemy to spotkanie, skoro nie jesteśmy rodziną. Na miejscu się poschylaliśmy, pomoczyliśmy, popływaliśmy i wyjechaliśmy z powrotem na powierzchnię. Takie miejsca zupełnie inaczej widzi się jako dziecko, a jako dorosły człowiek :)
Ale żałuję, że nie oferują już pudełeczek za 2zl z kryształem górskim i innymi skarbami ziemi. Po zwiedzaniu poszliśmy w rozjazdy, bo każdy liczył na inne kesze. Tym razem podróz zawdzięczamy art_noise i Żywcowi, który chcąc nie chcąc spędził z nami całe popołudnie szukając keszy. Jeden znaleźliśmy od logbooka, bo niestety został zdewastowany. Następnie udaliśmy się do Pyskowic na Pyskowicki rynek, potem były 2 kolejne nieudane próby zaliczenia keszy, i czas był wracać na oczekiwaną przez wszystkich grę terenową. Na miejscu z Łzą i Elą oraz Doktorem i bogobigiem zdobyliśmy kesze w Miasteczku Śląskim: Drewniany kościółek w Miasteczku Śląskim oraz nowy Pomnik Obrońców Ojczyzny.
I w końcu nadeszła godzina, zwabiono nas do ciemnego lasu, po ciemku ;] Polataliśmy trochę szukając wieńców, najledliśmy się mózgiem hawajskiego naukowca (bądź ufoludka, zależy od drużyny), a na końcu zdobyliśmy beczkę kopalnionych skarbów, paczki kopalnioków, piwa śląskiego i co najważniejsze szampana dla wygranych - znaczy się wszystkich :) Poszło szybko, ale rozruszani wróciliśmy by się rzygotować do hawajskiej imprezy. Część ludzi musiała nas opuścić, ale większość jednak wpadła. My idąc skrótem natknęlismy się na chyba dzika w lesie, szczęśliwie nas zignorował, ale ja stresu przeżyłam co niemiara. Na hawajskiej imprezie królowały iście hawajskie czapki i polary :) ale po co ogrzewanie, jak mieliśmy czym się zająć, bo podrzucili nam parę mobilnych/own keszy. Bgdan rozwikłał Eureka na GPS, ja próbowałam z rroarrem i nocheoscurą dać radę Ziele prawdę ci powie. W końcu dzięki naprwadzeniu Chestera wszystko było na swoim miejscu, ale w nosie wciąż te zapachy :) Ale kto był ten wie, że największym hitem wieczoru był Taniec Hula, prowadzony przez Chestera. Ja jak to zostało skromnie ujęte na filmiku, zasiadałam w loży szyderców wraz z nieliczną grupą osób, reszta opowiadała nam historię o keszach na Hawajach :) Gdy temperatura osiągneła swój prawdziwie hawajski zenit ruszyliśmy w stronę ośrodka noclegowego, gdzie nas ledwo pani wpuściła, bo chyba było już późno.
Rankiem dnia następnego, po raz kolejny dzięki uprzejmości Żywca, wybraliśmy się w stronę Zabrza, po drodze zaliczając kesze z bogobigiem i WuZetem: Sztolnia "Gotthelf" – "Wspomóż Bóg" i Pałacyk w Rybnej. Potem już rosto na Zabrze, do Królowej Luizy. W oczekiwaniu na resztę ekipy poszukiwano kesza Luiza i jej naziemne skarby, plotka głosiła, że go nie ma, jednak był na miejscu :) Ludzie podojeżdżali i została nam pokazana Parowa Maszyna Wyciągowa, która na wszytskich zrobiła jakieś wrażenie, czy wielkościa, czy zapachem, a nawet swoją konstrukcją i tym, że wciąż działa. Potem dołączyli do nas grupę niezrzeszonych ludzi, którzy się dziwili, kiedy to geokeszerska ekipa obskoczyła Czarną Perełkę. Z resztą nasz przewodnik też się troszkę zdziwił, że mu się grupa rozlazła z tajemniczymi okrzykami "jaki jest hint?", "macie?", "jest tam?", "kto się chce wpisać?" itp. :) Gdy już zeszliśmy w podziemie jakoś stało się, że padło nam światło. Zagubieni, niezrzeszeni turyści próbowała sobie poświecić komórkami, a naszej grupie udało się ich zawstydzić, bo każdy miał ze sobą latarkę :) Trzeba wiedzieć, co w kopalni może się przydać ;) Pochodziliśmy, pojeździliśmy podziemną ciufcią, po czym nadszedł czas obiadu. Po drodze zahaczyliśmy o Wiatrak, potem zajęliśmy pół knajpy. Po jedzeniu, znów udaliśmy się w rozjazdy, choć udało się jeszcze w grupie odnaleźć Rufflesy. I ostatecznie my, Limaki i ToJoJaMi wpadliśmy Na przeklętej ziemi. Po ciemku miejsce robi jeszcze większe wrażenie jak za dnia, każdy zgrzyt okna i podłóg był straszny. Ale ekipie udało się po kolei zdobywać etapy, prędkości nadawała ich działaniom adrenalina. I tak dla nas zakończył się ID2010.
Dzięki wszystkim za uczestnictwo i dotrzymywanie towarzystwa w te dwa dni, oby do następnego :) I jak przystało Aloha! :)
piątek, 12 listopada 2010
12.11.2010r. - Art_057 STA-LOVE
Art_057 STA-LOVE by art_noise - pierwsza skrzynka zdobyta przy okazji Kopalniano-Hawajskiego spotkania, ale jeszcze samotnie podczas czekania na autobus. Potem uderzyliśmy ponownie z Wuzetem i Żywcem, ale drugi raz do logu się nie wpisywaliśmy już :)
Waypoint: OP2187
Subskrybuj:
Posty (Atom)
